barki są fajne, wały chrobrego też
Luty 18, 2009
Październik? Listopad? nie pamiętam dokładnie, ale jedno jest pewne, było zimno.
To była chyba pierwsza sesjsa z wizażystką Patrycją; tzn. taka, z której przyniosłem foty. Wcześniej byliśmy na sesji, ale jako że postanowiłem zabrać wtedy ze sobą tylko mamiye (ktorej jeszcze dobrze nie znałem) to nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Jak się okazało- na aparacie był przestawiony jeden malutki przełącznik, który wprowadzał aparat w taki dziwny tryb pracy (szczęście że inni foto zrobili focie- ja w zasadzie byłem tam na doczepkę)….Grunt że w “zaprzyjaźnionym” nieco labie nasłuchałem się…ech…i do tej pory jak u nich wołam jakąś kliszę, to mi wypominają tamta wpadkę.
Wracając do sesji na barkach i Wałach Chrobrego;
Umówiliśmy się na 10 rano-jak zwykle- na mejkap. Dla mnie jednak dzień zaczął się o wiele wcześniej. Swoją drogą nie wiem jakim cudem zawsze, ale to zawsze jak mam jakiś ścisły termin, to tuż przed nim wypada mi milion rzeczy do zrobienia. Tym razem musiałem pójść do studio po blendę. A powiem tutaj, że studio było kawał drogi od centrum-zero tramwajów, zero autobusów- trzeba było niestety na piechotę zasówać. Miałem do tego jeszcze masę sprzętu…hmmm może nie “masę”, ale za to ciężkiego i co najgorsze- nieporęcznego (m.in. kiecę dla modelki). Spieszyłem się bardzo, klnąłem pod nosem, ale niwiele mogłem poradzić na swoją sytuację, poza szybszym przebieraniem nogami- i na tym się skupiłem.
Kiedy dotarłem do Patrycji, reszta ekipy już tam była. Zaczęli już nawet robić mejkap. Mogłem sobie odpocząć.
Uwielbiam ten etap przygotowań do zdjęć. Z regóły sprowadza się on do picia kawy, słuchania muzyki i patrzeniam na to, jak P. pracuje. Otóż po wstępnym ustaleniu jak ma wyglądać makeup, fotograf pracujący z Patrycją nie ma zasadniczo jakoś wiele do roboty; modelka w jej rękach jest absolutnie bezpieczna

Ten czas schodzi też na jakieś tam ostateczne przygotowania; zakładanie klisz itp

Po uporaniu się z kliszą, nadchodzi chwila na “poleżenie”, potem “popicie kawki” potem znowu “poleżenie”-w tym czasie Krzysiek (“gewof”-drugi fotograf) pierdzielił jakieś głupoty, jak zwykle. Zasadniczo niewiele więcej mogę o tym etapie powiedzieć, bo z mojej strony cechowała go błoga bezczynność. Teraz mam w to większy wkład, ale też niewiele. Tak to czas leciał, aż dziewczyny oznajmiły, że mejkap oraz fryzura są gotowe. Kolej na mnie-do roboty.
Po udaniu się na miejsce pleneru, pierwsze co miało miejsce, to stwierdzenie, że jest cholernie zimno. Było naprawdę nieprzyjemnie. Widząc Asię (modelka) jak zdejmuje płaszcz i odsłania gołe ramiona, obiecałem sobie, że to będzie szybka sesja.

Na zdjęciu od lewej: Krzysiek (gewof) Asia i Patrycja.
Początek był średni hmmm Starałem się jednocześnie jakieś kadry w okolicach przystani barek wykrzesać, jednocześnie co chwila podając Asi kurtkę. Co ciekawe, nikt nie zwrócił nam uwagi, że biegamy po tych łajbach. Tutaj zaznaczam, że naprawdę chciałem o zgodę poprosić, ale nie było kogo. Ciężko się pracowało, zadowalających efektów w postaci klatek niewiele…Z poczuciem niedosytu i z racji temperatury- w miarę szybko doszliśmy do wniosku, że należy zmienić miejscówkę. Udaliśmy się na wały. Pracuję obecnie głównie jako fotograf mody a zdjęcia z sesji są do obejżenia na mojej stronie.
Wyrobiłem sobie już absolutną obojętność na to, co dzieje się do okołoa podczas fotografowania, wiec nie przejmowałem się zbytnio faktem, że Wały Chrobrego to chyba jedno z najintensywniej obleganych przez turystów i fotopstryków miejsce w Szczecinie.1
Nie miałem na początku konkretnego pomysłu na foty- poza jedną, którą nosiłem w głowie już od dłuższego czasu. Tutaj naświetlę nieco sytuację; suknia, którą mi pożyczono na sesję, okazała się nie być ani trochę podobna w kroju do tego, co miałem dostać. Koncepcja fot zasadniczo padła, trzeba było kombinować na szybko. Było jednak tak zimno, że ciężko było w ogóle myśleć i obsługiwać aparat (szczególnie mamiya-zrobiona w całości z metalu, który bardzo szybko łapie nieskie temperatury).

(Oczywiście nie zmienia to faktu, że do tej pory jest to aparat, który przynosi mi największą radochę z focenia.)
Sesja i tutaj nie trwała zbyt długo. Robiło się ciemno, nosy mieliśmy czerwone, zapał do pracy wyparował. Wspomonam ją jednak dobrze. Kilka fajnych fot+ duzo luzu i dobrego chumoru.



1 Podczas robienia sesji “barokowo” przydażyła nam się dość zabawna historia- Asia był ubrana w tą wielką suknię z epoki, więc przykówała uwagę przechodniów…niestety- padło tak, że między mijającymi nas ludzmi pojawiła się parka z aparatem. Echhhh Co za koszmar. Ta dwójka dosłownie śledziła nas przez dobre 400 metrów. Nie wiem czy chcieli popaterzec jak focą inni, czy chcieli przyłączyć się do sesji (taka sytuacja z kolei zdażyła się przy innej sesji…), grunt, że udało nam się ich zgubić po wejściu do budynku muzeum. Chcieliśmy wejść na taras widokowy i tam porobic kilka foci. Okazało się, że droga na ten taras jest strasznie męcząca. Kilkaset stopni, bardzo wąskie klatki schodowe, kręcone schody. Najgorsze było to, że po dotarciu na miejsce przekonaliśmy się, że nic nie da rady tam fajnego zrobić. Spotkaliśmy tam za to ciekawego “jegomościa”. Pracował tam pan, którego zadaniem było (chyba) pilnowanie, żeby nikt nie skoczył przez barierki na tarasie… Samotnie spędzał tam pewnie całe dnie, słuchając jedynie radia.